STYLE DIARY: SPONTANICZNOŚĆ KONTROLOWANA
Zakupy. Niby taka oczywista rzecz. Robimy je czasem bez większej refleksji, w pośpiechu. Ze zmęczenia, jakiś negatywnych/pozytywnych emocji czy wrażenia (tak, wrażenia ;) ) braku czegoś nowego idziemy do galerii, przeglądamy aplikacje czy sklepy internetowe. Oczywiście, że prędzej czy później coś nam się spodoba. Trafimy na jakąś świetną promocję i chociaż planowaliśmy kupić coś innego, pewne rzeczy leżą na wishliście od dawna i odkładamy ich zakup na wieczne potem, to próbujemy się zadowolić tym co akurat nam się trafiło... Bo "jeśli nie kupię tego TERAZ, to pewnie nie kupię tego NIGDY".
Nie ma nic złego w spontanicznych zakupach. Sama nieraz właśnie w ten sposób znalazłam genialne rzeczy, które służą mi do dziś. Dzięki temu niejeden nowy kolor czy fason ubrania przymierzony z ciekawości okazał się strzałem w dziesiątkę. Chodzi raczej o częstotliwość takich zakupów. Jeśli właśnie taka forma przeważa i większość rzeczy trafiająca do naszej szafy jest dziełem przypadku, to o wiele łatwiej o brak zadowolenia i przeświadczenie, że nasza garderoba nie jest wystarczająca.
Zauważyłam jednak, że te mechanizmy można zmodyfikować. A nawet trzeba to zrobić, żeby nie musieć ciągle żyć w poczuciu przytłoczenia nadmiarem i jednocześnie nadal marzyć o tym co od dawna chcieliśmy mieć. Bo często jest tak, że nie kupujemy tego co chcemy nie dlatego, że nas nie stać. Odkładamy lub zupełnie rezygnujemy z tej rzeczy, bo wydaje nam się, że nas nie stać, podczas gdy w ciągu miesiąca wydajemy równowartość tej rzeczy na spontaniczne zakupy. I nie chodzi mi tu bynajmniej o wmawianie sobie, że stać mnie np. na luksusową torebkę - ja nawet czegoś takiego nie potrzebuję. Chodzi mi raczej o te rzeczy, które są może droższe i ich zakup wymaga odpowiedniego planowania, ale ich cena ciągle jest w granicach rozsądku i możliwości finansowych.
W tamtym roku przeprowadziłam pewien "eksperyment" i postanowiłam skupić się przede wszystkim na konkretnych rzeczach jakich mi brakuje, starając się postawić na możliwie najlepszą jakość. Zabrzmi to może nieco dziwnie, ale.. dałam sobie sama "pozwolenie" na zakup nieco droższych, wypatrzonych od dawna rzeczy. Jeszcze do niedawna potrzebując czegoś z danej kategorii, szukałam tego co mnie jakoś zadowoli w możliwie najniższej cenie. Tymczasem były to rzeczy "prawie" dobre, które "prawie" lubiłam, a które często bardzo szybko się zużywały lub były podawane dalej kiedy tylko znalazłam coś lepszego... W pewnym momencie poczułam lekkie przytłoczenie. Nie samą ilością - moje ubrania nadal swobodnie mieszą się w szafie. Chodziło raczej o przytłoczenie faktem, że do sporej ilości ubrań mam jakieś "ale". Jedne okazały się tylko chwilową zachcianką i zupełnie się nie sprawdziły, a inne zawiodły swoją jakością mimo dobrego składu.
Gdzieś w internecie natknęłam się na taki cytat po angielsku: "Buy it nice or buy it twice", co można byłoby przetłumaczyć mniej więcej tak: "Kup dobrze, albo kup 2 razy". Nie mogę się z tym nie zgodzić - praktycznie zawsze kiedy próbowałam iść na skróty, to ostatecznie daną rzecz kupowałam te 2 razy (a czasem to nawet więcej niż 2...). Stwierdziłam, że to zwyczajnie nie ma sensu. Szkoda mojej energii, czasu i pieniędzy.
... A tak w ogóle to czy ty też zauważasz tą pewną zależność? Podczas gdy marki odzieżowe (i nie tylko) próbują przekonać nas do podejścia "Kup teraz, albo wcale", w rzeczywistości najczęściej wychodzi tak: "Kup dobrze, albo kupisz to 2 razy". Tak jak wspominałam wcześniej, nie jest to regułą. Piszę o tym dlatego, że warto po prostu być wobec siebie szczerym i budować nawyki zakupowe tak, by być zadowolonym z rezultatów.
Jak to zatem było u mnie w tamtym roku?
Postanowiłam zrobić dość gruntowną przebudowę szafy, a swoje zakupy ograniczyć do minimum, żeby lepiej widzieć to co mam i jak mi się sprawdza na co dzień. Skupiłam się przede wszystkim na tym, czego faktycznie mi brakowało. Miałam konkretną listę i wymagania, dokładnie wiedziałam czego chcę. Przyznaję, że eksperyment się udał i wyszedł na tyle dobrze, że postanowiłam działać dalej w ten sam sposób. Po raz pierwszy zdecydowana większość kupionych przeze rzeczy była przemyślana i świetnie się z tym czuję. W międzyczasie zrobiłam też przegląd szafy i na bieżąco pozbywałam się zniszczonych rzeczy, a te w dobrym stanie podawałam dalej.
W 2025 roku do mojej szafy trafiło łącznie 9 nowych elementów, z czego 5 było skrupulatnie planowanych, 1 to prezent od mamy, który swoją drogą okazał się idealny ;) Ostatecznie więc tylko 3 rzeczy kupiłam czysto spontanicznie, a uwierz mi - jak dla mnie to bardzo mało. Wszystko wskazuje na to, że każda z tych rzeczy jest naprawdę dobrym wyborem i zostanie ze mną na długo.
Nie aspiruję do posiadania takiej stricte minimalistycznej szafy - ona po prostu ma mi służyć i sprawiać radość. Zrozumiałam jednak, że gdybym nie spróbowała zmiany swoich nawyków, to nie udałoby mi się osiągnąć takiego zadowolenia z garderoby jakie mam obecnie. Teraz wolę pozwalać sobie na zakupy rzadziej, ale wybierać najlepsze jakościowo rzeczy na jakie mnie realnie stać. Mam mniej, noszę to co naprawdę mi się sprawdza i sprawia radość, a przy tym jeszcze ostatecznie wydaję mniej... Dla mnie wręcz idealnie!
Jeśli interesuje Cię ten temat, mogę omówić go szerzej od tej praktycznej strony. Co myślisz o nawykach zakupowych? Daj znać co o tym myślisz :)

Komentarze
Prześlij komentarz