KOSMETYCZNIE: TEST MASEK W PŁACHCIE #2
Moi drodzy, właśnie ukończyłam maraton... maseczkowy i uznaję ten weekend za udany ;) Dostałam 2 maski w płachcie od Marty (dziękuję! :*), w międzyczasie przyjechało też moje zamówienie z Cosibelli i nie mogłam już dłużej czekać, od czwartku zaczęłam domowe zabiegi kosmetyczne. Jak mi poszło?
LEBELAGE CHARCOAL SOLITION MASK | prezent
Skład mamy tu dość krótki, bo oprócz całej bazy esencji są 3 składniki aktywne: betaina i alantoina (które łagodzą podrażnienia, chronią i nawilżają skórę) oraz węgiel aktywny, (który niczym magnes przyciąga wszelkie zanieczyszczenia i nadmiar sebum).
Taki krótki skład byłby wprost idealny gdyby nie użycie Triethanolaminy. Jest to substancja regulująca pH, często używana w kosmetykach i ma swoje bezpieczne stężenia. Mimo to, szczególnie w przypadku cery wrażliwej, lepiej nie stosować jej zbyt często (ma działanie drażniące). Oczywiście to tylko maska, którą używamy raz na jakiś czas i to jest ok; mimo wszystko uważam, że warto o tym wspomnieć, by być wyczulonym na składy naszych kosmetyków do codziennego stosowania.
Maska była biała i obficie nasączona żelową przezroczystą esencją - było jej tak dużo, że spora część została w opakowaniu. Mimo to z płachty nic nie ciekło, tkanina była taka jak lubię: elastyczna i dopasowująca się do twarzy, ale nie rozciągała się, ani nie rwała.
Pierwsze wrażenia: lekkie mrowienie i zaróżowienie skóry. Tak minimalne jak przy delikatnym peelingu enzymatycznym, zupełnie komfortowe. Po ok 15 minutach zdjęłam maskę, resztki esencji wklepałam i domknęłam pielęgnację moim peptydowym kremem z Glamfox. Esencja szybko się wchłaniała, pozostawiła przyjemne uczucie nawilżenia i lekkiego napięcia skóry, zero podrażnień.
Na drugi dzień z uwagi na właściwości oczyszczające maski pamiętałam o dwuetapowym oczyszczaniu, żeby pomóc skórze pozbyć się tego, co miał oczyścić zawarty w niej węgiel aktywny. Efekt? Naprawdę pozytywny. Skóra była gładka i dobrze oczyszczona, co szczególnie dobrze widać w strefie T. Do tego żadnych podrażnień ani stanów zapalnych, nie mam się do czego przyczepić!
FARMSTAY RICE & BIFIDA CREAM MASK | prezent
Wobec tej maski miałam spore nadzieje na porządne odżywienie, bo moja skóra uwielbia zarówno wszelkie fermenty jak i ekstrakty z ryżu :)
Jak wygląda skład? Oprócz emolientowej bazy mamy tu wysoko w składzie niacynamid (reguluje wydzielanie sebum i zwęża pory), następnie alantoinę (łagodzi i działa przeciwzapalnie), adenozynę (odżywia), kwas hialuronowy (nawilża), wyciąg z nasion ryżu (rozjaśnia i nawilża) oraz całe bogactwo fermentów z dobroczynnych bakterii (tzw. postbiotyków), które wzmacniają mikrobiom naszej skóry, przywracając jej równowagę. Bardzo dobry skład. Mogę się przyczepić tylko do tej Triethanolaminy, ale tak jak pisałam wcześniej, to tylko maska, a składnik jest w bezpiecznym stężeniu dopuszczonym do produkcji.
Nie zmienia to faktu, że byłam bardzo zachęcona tymi składnikami aktywnymi!
Maska okazała się bardzo przyjemna - płachta była solidna, ale elastyczna, nasączona białą kremową esencją. Zapach był delikatny, przypominał klasyczny krem. Zrobiłam sobie takie małe SPA w środku dnia: oczyściłam dwuetapowo twarz i nałożyłam maskę. Żadnych podrażnień ani zaczerwienienia skóry, pełen komfort. Trzymałam ją na twarzy 20 minut, resztę pozostałej esencji wklepałam w twarz i postanowiłam nie dokładać żadnych innych kosmetyków, bo ta esencja była tak treściwa, że pozostawiła skórę dobrze nawilżoną i odżywioną, zupełnie nie czułam potrzeby dokładania kolejnych warstw.
Obserwowałam skórę po tym zabiegu i nie zauważyłam żadnych podrażnień, a to wielki plus- moja wrażliwa, mieszana skóra potrafi bardzo różnie reagować na kremowe esencje i nieraz po tego typu maskach pojawiały się drobne krostki i stany zapalne. Tu jest wręcz przeciwnie - skóra dobrze przyjęła tą porcję nawilżenia, które utrzymywało się przez cały dzień.
Marka Farmstay ma potencjał. Ogromnie mi się spodobała po teście tej maski i z chęcią poszperam w ich ofercie, pewnie znajdę tu jakieś perełki!
Mary&May Collagen Peptide vital mask | cosibella.pl
Tak, kolejne pudło masek od Mary&May! To już trzecie, za każdym razem zamawiam inne, by mieć jakieś urozmaicenie. Pora na szybką analizę składu!
Dość wysoko w składzie, bo już na 4.miejscu mamy hydrolizowany kolagen, który działa ujędrniająco i wygładzająco (a dzięki hydrolizowanej formie lepiej przenika w głębsze warstwy skóry), dalej mamy argininę (nawilża), alantoinę (koi i łagodzi podrażnienia), adenozynę (działa przeciwzmarszczkowo). Co ciekawe, na tym nie koniec kolagenu, bo dalej pojawia się ponownie w formie rozpuszczalnej oraz ekstraktu - te działają już na powierzchni naskórka, dodatkowo nawilżając i tworząc film ochronny. Na "deser" mamy 6 peptydów, które ogólnie mówiąc stymulują skórę do produkcji kolagenu i elastyny, czyli ujędrniają i działają przeciwzmarszczkowo. Brzmi to naprawdę obiecująco!
Korzystając z okazji, że mam tu świeżutkie opakowanie, chciałam pokazać Wam jak wygląda od środka: maski są dobrze zabezpieczone warstwą folii i starannie ułożone jedna na drugiej. Na wewnętrznej stronie wieczka mamy plastikową pęsetkę, dzięki której możemy w higieniczny sposób wyciągać kolejne maski. Z racji tego, że tkanina tych masek jest solidnie wykonana, nigdy nie zdarzyło mi się uszkodzić maski podczas wyciągania.
No dobrze, zachwycam się ty pudełkiem, ale liczy się jego zawartość! Nie będę Was trzymać dłużej w niepewności - cudowne maski. Cudowne. Najlepsze z tych, jakie miałam od Mary&May! Nie tylko dają to cudowne uczucie ulgi i komfortu, co już samo w sobie jest dla mnie kwintesencją domowego SPA, ale efekt końcowy przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Skóra była pięknie odżywiona, wyraźnie wygładzona i napięta. Coś czuję, że jak jeszcze umiejętnie połączę to z krótkim delikatnym drenażem limfatycznym przy pomocy rollera, to swojej mordki nie poznam :D
To był wspaniały, bardzo udany maseczkowy maraton! Aktualnie zużyłam całe moje zapasy pojedynczych masek w płachcie i wrócę z tą serią postów dopiero jak uzbieram kolejne. W międzyczasie będę z największą przyjemnością używać masek z pudełeczka, a pod koniec kwietnia podzielę się z Wami tym jak zaplanowałam moją wiosenną pielęgnację i jak mi się sprawdza :)
Co sądzisz o tych maskach? Może masz coś ciekawego do polecenia? Daj znać w komentarzu ;)
♡ Estera








Bardzo dziękuję za rekomendację masek. Twoja recenzja sprawiła, że chętnie wypróbuję każdą z tych masek. Nie miałam jeszcze masek w pudełku, zapisuję na swojej chcieliście :)
OdpowiedzUsuńCieszę się bardzo, że moje recenzje okazały się pomocne! ;)
UsuńWszystkie maski wyglądają ciekawie, jestem ciekawa jakby się u mnie sprawdziły 😊
OdpowiedzUsuńMiło mi, może Tobie też się spodobają ;)
UsuńJa też bardzo lubię maski w płachcie, chociaż tych nie znam.
OdpowiedzUsuńJak masz jakąś fajną maskę do polecenia to śmiało pisz, chętnie wypróbuję przy okazji ;)
UsuńSporo wiedzy na temat kosmetyków i kosmetycznych nowinek.
OdpowiedzUsuńWszystkie maseczki bardzo mi się spodobały i chętnie bym wypróbowała. Pozdrawiam 🫶
Bardzo mi miło, dziękuję! ;) Również serdecznie pozdrawiam :*
UsuńMusze spróbować tych maseczek w pudełku. Trochę mnie zniechęcały bo u mnie ciężko z systematycznościa i bywaja miesiace że użyje maseczke 1 raz 🤣😂 więc obawiałam się, że nim je zużyję do końca mogą już być suche. Jednak po tak zaprezentowanym produkcie i to jeszcze z mojej ukochanej firmy, nie pozostaje mi nic innego jak jednak je przetestować.🥰
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że wszystkie te maski były super i moja skóra po tym maratonie jest bardzo zadowolona ;) A tamte maski z Mary&May mają 12 miesięcy ważności po otwarciu, więc myślę, że spokojnie zdążysz :P
UsuńChyba muszę się zmobilizować do maskowania:-)
OdpowiedzUsuńPolecam, niewiele kosztują a to taka mała domowa przyjemność ;)
UsuńW końcu coś znam, a dokładniej markę farmstay - miałam maskę z drzewem herbacianym i mega dobrze wspominam, także obstawiam, że i ta by mi się sprawdziła. Zawsze byłam ciekawa takich większych opakowań w płacie - fajnie, że je pokazałaś mega to wygląda :D Kojarzę, że w Hebe są też dostępne takie wielopaki, ale chyba w opakowaniu jak chusteczki nawilżane (?). Odnośnie moich poleceń to koniecznie sprawdź płachty Garnier. Wiem, że są mało koreańskie, ale mają super jakość - zarówno jakość płachty, ilość esencji i działanie na najwyższym poziomie :)
OdpowiedzUsuńCoraz więcej marek ma w ofercie te maski w wielopakach, ale jak masz wybór to jednak lepiej kupić takie w solidnym opakowaniu, wiem to z autopsji :D Te miałam grubo ponad 6 miesięcy i nie wyschły, nawet ostatnia maska była dobrze nawilżona :) Chętnie sprawdzę maski, które polecasz, bo chociaż tak lubię koreańskie kosmetyki, to markę Garnier znam i lubię! Jestem mega ciekawa jak wypadnie składowo i jak moja skóra zareaguje :D
UsuńZ tym opakowaniem to w 100% racja! :) Też jestem ciekawa co powiesz o płatach garnier - czekam na recenzję, jak już się zdecydujesz :)
UsuńKupię jak tylko będę w drogerii, zużyłam wszystkie zapasy to mogę popróbować czegoś nowego ;)
UsuńW tą zimę pierwszy raz wypróbowałam dwie maseczki regenerujące z Ziaji, które dostałam w prezencie i byłam z nich bardzo zadowolona😊
OdpowiedzUsuńTo świetnie, Ziaja ma sporo perełek! ;)
UsuńZa rzadko stosuję maski, a widać, że warto je stosować.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Estero.
Witam Cię, Izo! Maski są takim miłym dodatkiem do pielęgnacji, ale sama przyznaję, że nie zawsze mam na nie czas :) Również serdecznie pozdrawiam!
UsuńWitaj 😃
OdpowiedzUsuńNo proszę jak się pięknie dopieściłaś. Ja mam kilka maseczek w szafce ( zawsze podczas zakupów w drogerii wrzucam jakąś do koszyka) ,a potem nie korzystam. Muszę chyba to zmienić. Dziękuję za inspirację 🥰
Udanego tygodnia 😘
Nie no, to moja droga najwyższa pora na zużycie tych maseczkowych zapasów! ;D Ale to nie koniec przyjemności, bo testowałam Twój przepis i wyszedł przepysznie ;) Niedługo coś więcej o tym napiszę!
UsuńMiłego tygodnia ;*
jak znajdę czas to też muszę się zainteresować takimi maskami
OdpowiedzUsuńJeśli masz jakieś fajne maski do polecenia to śmiało pisz, bo w maju pewnie będę testować następne ;)
UsuńNie mam do polecenia nic, bo do tej pory nie używałam, mało czasu poświęcam na upiększanie się ;-)
OdpowiedzUsuńRozumiem! Najważniejsze że wiesz, co Tobie służy ;)
Usuńnormalnie obudziłaś we mnie lwa maskowego :-)) idę dziś do rosmana albo gdzie indziej i oram maseczki koreańskie. podoba mi się ta Mary&May Collagen Peptide vital mask. czy tylko internetowo można nabyć??
OdpowiedzUsuńaktualnie używam PCA Skin, , hydrating mask.
i czekam na taką aplikowaną na całą noc, firmy ci jeszcze nie podam, ale gdy tylko moja kosme mi podrzuci, to owszem.
Ale mnie rozbawiłaś tym lwem maskowym :D Powodzenia w łowach! Te moje maski w pudle można też często dorwać w Tkmaxx, ale w drogeriach typu hebe/rossmann to nie widziałam.. Zamawiam przez internet, bo najtaniej - wyszło mi 48zł za 30 masek. ;)
UsuńNo i oczywiście czekam na Twoją polecajke maski nocnej, bo uwielbiam je szczególnie latem ;)
Usuń48 za 30 masek 😮Tkmaxxa u nas niet. nooo pani to teraz ja sie chyba zastanowię poważnie. w jednym pudle ci przywożą?
UsuńPrzywożą w jednym pudle, wszystko elegancko zapakowane ;) Nic się nie wyleje, bo tak jak pokazałam na zdjęciu, całość jest zabezpieczona folią. Przemyśl sobie to na spokojnie i poczekaj na dobrą promkę ;)
UsuńJa niedawno wróciłam z Tajlandii i właśnie stamtąd przywiozłam sobie mnóstwo masek w płacie, które teraz testuje :)
OdpowiedzUsuńWoow, cudownie! Gdybyś chciała coś o tym więcej napisać to chętnie poczytam! Wiem, że na swoim blogu piszesz przede wszystkim recenzje książek i maski w płachcie mogą nie pasować Ci do całej koncepcji bloga, ale.. taką luźną propozycję mam. Jakby co chętnie użyczę Ci miejsca u mnie na blogu, ja mogę też dodać coś od siebie. Nie wiem co o tym myślisz, jakby co to daj znać ;)
UsuńFajnie zobaczyć różne maski w jednym miejscu i porównać efekty. Kilka produktów szczególnie mnie zaciekawiło i chyba sama dam im szansę 😊
OdpowiedzUsuńDzięki za rzetelną opinię 😊
Bardzo mi miło, dzięki! ;)
Usuń