KOSMETYCZNIE: TEST MASEK W PŁACHCIE #1


3 maski w płachcie: Puorella, Mbeauty, Abib  
 Maski w płachcie to jeden z moich ulubionych "dodatków" w pielęgnacji. Nie są niezbędne, ale mogą naprawdę wiele zmienić, polepszając kondycję skóry lub ratując ją od nagłego podrażnienia czy przesuszenia. Skóra żyje swoim życiem i czasami bywa tak, że raz na jakiś czas czujemy potrzebę dodania czegoś jeszcze do pielęgnacji. Można powiedzieć, że maska to też w pewnym sensie takie "SPA" - twarz jest ukojona i odżywiona, a taka chwila relaksu pozytywnie wpływa na nas samych. 

CZEGO OCZEKUJĘ OD MASKI W PŁACHCIE?

    Przede wszystkim porządnego nawilżenia i braku podrażnień. Moja skóra ma bowiem sporą tendencję do stanów zapalnych, bardzo szybko reaguje powstawaniem zaczerwienień i krostek na niektóre składniki czy cięższe konsystencje. Dodatkowym atutem zawsze będzie mocniejsze odżywienie i poprawa napięcia skóry, utrzymujące się znacznie dłużej niż chwilę po zdjęciu maski. 

    Do tej pory używałam masek w płachcie z Mary&May i niezmiennie są to moi ulubieńcy - duże opakowanie 30szt starcza na długo i cenowo wychodzi znacznie taniej niż te pakowane pojedynczo, a same maski są bardzo dobrej jakości. Czekając na kolejne pudełko, postanowiłam zaopatrzyć się w kilka pojedynczych masek, tak dla odmiany. 

 

Maski w płachcie: Puorella, Mbeauty, Abib
  

CO WYBRAŁAM?

#1 PUORELLA ALOE MASK | HEBE

    Producent obiecuje tu przede wszystkim nawilżenie i ukojenie skóry, które widać też po składnikach użytych w esencji tej maski. Mamy tu pantenol, trehalozę i 7 ekstraktów roślinnych: aloes, wąkrotę azjatycką, lawendę, rozmaryn, szałwię, rumianek i miętę pieprzową. 

    To jak do tej pory najlepsza aloesowa maska jaką testowałam. Używam ich już od ponad 2 lat, moja mama jest nimi zachwycona. W międzyczasie zdarzyło mi się kupić aloesowe maski z innych firm, ale ciągle wracam właśnie do tej. Testowałam droższe propozycje np ze Skin79 czy Mishy, a tu proszę - tania maska z Hebe okazała się świetna! 

Jeśli ktoś z Was nie testował koreańskich masek w płachcie i chciałby spróbować, może warto zacząć właśnie od tych tańszych propozycji i przekonać się, czy jest to coś dla Was. Wszystkie maski z Puorella ogólnie są bardzo dobre, aloesowa po prostu jest moim ulubieńcem :)


#2 MBEAUTY JELLY MASK FIRMING | HEBE 


    Według obietnicy producenta, maska ma działać ujędrniająco i przeciwstarzeniowo. Składników aktywnych mamy tu pod dostatkiem: arginina (nawilża i wzmacnia barierę hydrolipidową), adenozyna (działa przeciwzmarszczkowo i poprawia napięcie skóry) oraz 4 ekstrakty roślinne (piwonia, aloes, żeń-szeń i soja). Skład wydaje się więc całkiem przyzwoity. 

 

    Oczywiście, że takiego działania napinającego i przeciwzmarszczkowego nie zauważymy od razu po 1 maseczce. Jeśli jednak mamy dobrze dobraną pielęgnację i stosujemy tego typu składniki na co dzień, to taki mały zabieg w postaci maski 1-2 razy w tygodniu po prostu wzmocni efekt naszej codziennej rutyny.


PIERWSZE WRAŻENIA:

Opakowanie sugeruje, że mamy tu do czynienia z żelową maską, ale niestety tak nie jest - to zwyczajna maska w płachcie. Esencja ma wodno-żelową konsystencję i jest jej bardzo dużo, a tkanina - cieniutka. Musiałam obchodzić się z nią ostrożnie, bo bałam się, że się zaraz rozleci, a może to było tylko takie wrażenie. W każdym bądź razie nie miałam takiego komfortu podczas nakładania i trzymania tej maski jak przy innych płachtach. Kolejna rzecz jaka mnie nieco zaniepokoiła, to lekkie uczucie mrowienia i szczypania w pierwszych 2-3 minutach. Było to na tyle lekkie, że zdecydowałam się tą maskę zostawić, ale znam i wolę takie, które nie dają takich "efektów specjalnych" :) 

 

EFEKT KOŃCOWY

Na szczęście pozytywny. Kiedy zdjęłam maskę po tych 20 minutach zalecanych przez producenta, skóra była ładnie napięta i nawilżona, bez podrażnień. Na drugi dzień też nie zauważyłam żadnych stanów zapalnych, a nawilżenie w miarę się utrzymało.

Czy kupię ponownie? Niekoniecznie :) Ta maska nie zachwyciła mnie na tyle, by do niej wracać.

 

 

#3 ABIB GUMMY SHEET MASK HEARTLEAF STICKER | COSIBELLA

 

 Producent opisuje tą maskę jako kojąco-nawilżającą, dedykowaną do skóry problematycznej i wrażliwej. Głównym składnikiem jest tu ekstrakt z pstrolistki sercowatej, ale zaraz po nim mamy tu argininę (nawilża i odbudowuje barierę hydrolipidową), dalej łagodzącą alantoinę i pantenol. Z wyciągów roślinnych jest jeszcze rozmaryn i drzewo herbaciane, które działają antybakteryjnie i przeciwtrądzikowo. Z ciekawszych składników widzę tu wyciąg z wąkroty azjatyckiej, ale w postaci azjaktozydu, kwasu azjatykowego i madekasowego, czyli skoncentrowanych substancji aktywnych. Oprócz tego mamy też uwodornioną lecytynę (z soi, nawilża i wzmacnia barierę hydrolipidową), pantolakton (nawilża, łagodzi podrażnienia) oraz bioflawonoidy (działają antyoksydacyjnie, przeciwstarzeniowo). Widać, że firma ABIB nie szczędzi składników aktywnych!

 

PIERWSZE WRAŻENIA:

    Nie wiedziałam czego do końca się spodziewać - czy będzie to zwyczajna maska w płachcie, czy żelowy okład w stylu masek z Biodance. A tu zaskoczenie - ta maska była czymś pomiędzy. Dosłownie. Płachta wykonana z naturalnej tkaniny, ale zachowująca się jak "żelek" - była faktycznie w odczuciu lekko "gumowa". Świetnie przylegała do twarzy, nie spływała i dawała niesamowite uczucie komfortu. Zakładając tą maskę, momentalnie odczułam ukojenie i miałam wrażenie, jakbym była właśnie w gabinecie kosmetycznym na bardzo kosztownym zabiegu. Oczywiście to tylko odczucie, ale.. rzadko która maska do twarzy jest tak komfortowa. To była czysta przyjemność.

 

EFEKT KOŃCOWY

    Ta maska przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Skóra cudownie ukojona, odżywiona, napięta.. Nawilżenie utrzymywało się znacznie dłużej niż w przypadku innych masek. Postanowiłam nałożyć na nią wieczorem tylko krem by domknąć pielęgnację i jeszcze długo po tym całym "zabiegu" czułam jakbym dopiero co ściągnęła maskę z twarzy. Budząc się rano, skóra nadal była wyraźnie nawilżona. To mój absolutny hit i coś, co będę starała się mieć na zapasie, by chociaż raz na jakiś czas pozwolić sobie na takie SPA.

 

 

 Czy Ty też używasz masek do twarzy? Masz swoje ulubione, do których wracasz, czy wolisz testować nowości? Daj znać w komentarzu ;)

 

♡ Estera  

Komentarze

  1. Czasem używam ale to zależy co mi właśnie w ręce, zresztą myślę, że nawilżenie jest bardzo ważne i np taki krem na dzień/noc to absolutne minimum. Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt 🌷

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, nawilżenie to podstawa! ;) Również pozdrawiam, wszystkiego najlepszego :))

      Usuń
  2. Niech te Święta Wielkanocne przyniosą spokój, nadzieję i chwilę prawdziwego oddechu od codzienności. Życzę Wam dużo ciepła, bliskości i radości z małych rzeczy. Niech ten czas będzie pełen dobrej energii i nowych początków. Wesołych Świąt!
    Angelika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za tyle miłych słów! ;) Dla Was również życzymy mnóstwo radości i wszystkiego co najlepsze! :*

      Usuń
  3. No, ja nie używam. Najbardziej lubię takie do rozsmarowania na twarz i najlepiej, żeby nie trzeba było zmywać 🤓

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te bez zmywania też są fajne i je lubię ;) Najlepiej takie w tubce, bo na dłużej starczają :D

      Usuń
  4. Hej, dobrego świętowania jełi świętujecie, no ale Wiosnę to zawsze można .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że tak :D Dzięki, że wpadłaś, wszystkiego najlepszego!

      Usuń
  5. Ja jeszcze kiedyś nie lubiłam masek w płachcie - dla mnie są jednak mniej wygodne, trzeba im poświęcić czas, a nie jak kremowe nakładane pod prysznicem :D A dodatkowo jak są źle skrojone to wgl tragedia :P Teraz bardziej się przekonałam i chętniej je stosuję, ale nadal nie tak często jak kremowe. Twoich nie znam osobiście, ale o 2 pierwszych słyszałam. W sumie najbardziej zaintrygowała mnie ta 2 - Jelly. Czy ona faktycznie jest żelowa? Bo nie widzę w opisie, a w sumie to najbardziej mnie interesuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, nie dopisałam tego! Ta druga maska wcale nie jest żelowa, a właśnie myślałam, że tak będzie xD Zwyczajna płachta z żelowatą esencją. Niby spoko, ale jedynym prawdziwym "żelkiem" to jednak są maski z Biodance. Nauczyłam się docinać maski i teraz nieco wygodniej mi się je nosi, ale niedługo będę testować coś fajnego - żelową maskę w tubie, bez zmywania ;)

      Usuń
    2. Ooo to jestem rozczarowana i raczej z nich nie skorzystam :D
      Żelowa maska w tubie brzmi super - czekam na recenzję! Choć wolałabym chyba zmywalne :D

      Usuń
    3. Też byłam rozczarowana, bo się spodziewałam takiego "żelka" jak z firmy Biodance :D Z tych 3 to zdecydowanie ta trzecia, z Abib była najbardziej żelowata.
      Są też maski w tubie, które się zmywa, np. z Ziai, chyba nadal są w sprzedaży.

      Usuń
    4. Pewnie, że są i to nie mało :D Chętnie po nie sięgam, wręcz ciężko mnie zaskoczyć takimi pełnowymiarowymi - w drogeriach jest mały ich wybór uważam, więcej jest saszetek. Z tych większych miałam większość myślę z tych łatwo dostępnych w drogerii, zwłaszcza oczyszczających :)

      Usuń
    5. Ej, to świetnie, już wiem do kogo się w razie czego zgłosić! ;D

      Usuń
  6. Miałam kiedyś tę pierwszą maskę i byłam z niej zadowolona😊

    OdpowiedzUsuń
  7. Będę miała na uwadze Twoje wybory.
    Przyjemnego świętowania i mokrego Dyngusa w Poniedziałek Wielkanocny. 🤗🫶

    OdpowiedzUsuń
  8. Od czasu do czasu jakąś kupię, ale preferuję te w postaci nakładanej jako kosmetyk. Te w płachcie są niewymiarowe na moją twarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, maski w płachcie bywają niewymiarowe i często trzeba je docinać :D Mimo to je lubię, bo potrafią naprawdę mocno odżywić skórę :)

      Usuń
  9. Rzetelne recenzje :) uwielbiam mask z aloesem.

    OdpowiedzUsuń
  10. I love this! 😍 You’ve described sheet masks so perfectly—they really are like little moments of self-care and mini-spas for the face 🌿✨ I also love how you captured that calming, nourishing effect; it’s not just skincare, it’s a mood booster too! 💛🧖‍♀️

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że maski w płachcie mogą aż tak różnić się komfortem użycia. ABIB brzmi jak totalny game changer – ten „gumowy” efekt i przyleganie do twarzy faktycznie robi wrażenie, chyba warto spróbować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę, maska masce nierówna :D Gdybyś miał cokolwiek nowego próbować to lepiej zacząć od czegoś, co jest wygodne i łatwe w użyciu, żeby się nie zniechęcić :)

      Usuń

Prześlij komentarz