KOSMETYCZNIE: polskie nowości w koreańskim stylu!
KOREAŃSKA PIELĘGNACJA.
Nowoczesne składniki aktywne, perfekcyjnie dopracowane formuły, zbalansowane składy - a to wszystko zamknięte często w estetycznych, eleganckich opakowaniach.
Mimo, że koreańska pielęgnacja ma mnóstwo swoich zwolenników, a światowej sławy marki ciągle inspirują się ich zaawansowanowanymi technologicznie formułami i składnikami aktywnymi - trzeba przyznać, że polski rynek kosmetyczny jest przecież jednym z najlepiej rozwijających się w Europie. Mamy wiele rewelacyjnych marek z różnych półek cenowych, absolutnie każdy znajdzie coś dla siebie.
Porozmawiajmy dziś o jednej z najbardziej popularnych polskich marek kosmetycznych - Ziai. Wprowadziła niedawno nową serię inspirowaną koreańską pielęgnacją. Opowiem Wam, dlaczego skradła moje serce i który kosmetyk zwrócił moją szczególną uwagę.
DLACZEGO TAK CENIĘ KOREAŃSKĄ PIELĘGNACJĘ?
Jak wiecie, praktycznie cała moja pielęgnacja twarzy opiera się na koreańskich produktach. Dlaczego? Z tej prostej przyczyny, że sporo koreańskich marek tworzy swoje kosmetyki z myślą o cerach problematycznych takich jak moja: mieszanych, tłustych, trądzikowych, ale jednocześnie wrażliwych, skłonnych do podrażnień. Składy tych kosmetyków są często znacznie bogatsze w substancje aktywne, które doskonale się równoważą. Mamy tu np. kosmetyki nawilżające, które jednocześnie działają przeciwzapalnie i regulują wydzielanie sebum, czy też preparaty z kwasami oraz składnikami łagodzącymi i regenerującymi. Takie połączenia bardzo dobrze mi służą i pozwalają utrzymać skórę w tak dobrej kondycji, że "zachowuje się" jak cera normalna.
Nie zmienia to faktu, że lubię wiedzieć co nieco o nowościach na naszym polskim rynku i z chęcią obserwuję jakie są obecne tendencje. Z wieloma polskimi markami mam też codziennie styczność w mojej pracy. Jedną z nich jest ZIAJA, z którą pracuję już ponad 12 lat. Całkiem dobrze znam ich bogate portfolio i śledzę wszelkie nowości. Nic więc dziwnego, że jak tylko zobaczyłam serię PULLULAN inspirowaną koreańską pielęgnacją, musiałam się coś o niej więcej dowiedzieć, a nawet skusiłam się na jeden produkt i włączyłam do swojej pielęgnacji!
ZIAJA Pullulan masełko myjące anti-age | 75ml | ok.14zł
Mój wybór padł na masełko myjące do twarzy, bo akurat kończył mi się olejek i pomyślałam, że będzie to miła odmiana. Tego typu produkty świetnie rozpuszczają krem SPF i makijaż; są bardzo dobrym wyborem do dwuetapowego oczyszczania twarzy. Dlaczego dwuetapowego? Mimo, że produkty zawierają substancje myjące, z reguły są one łagodne i nie domywają się samą wodą w 100%, wymagają więc jeszcze czegoś, co rozpuści i zmyje wszelkie ewentualne resztki. Nie każdy więc decyduje się na taki sposób oczyszczania twarzy, ja jednak przy mojej mieszanej cerze skłonnej do podrażnień i stanów zapalnych bardzo go doceniłam. Moja skóra jest w znacznie lepszej kondycji odkąd dbam o dokładne (choć ciągle delikatne) oczyszczanie.
Jak prezentuje się skład masełka od Ziai? Oprócz łagodnych substancji myjących, już na 6. miejscu w składzie mamy inulinę, czyli prebiotyk dbający o mikrobiom skóry. Dalej, od 11. miejsca jest z kolei mleczan sodu, kwas piroglutaminowy i glicyna, będące tzw. składnikami NMF, czyli naturalnego czynnika nawilżającego. Dalej jest coraz ciekawiej! Mamy bowiem tu mocznik (w niskich stężeniach nawilża skórę), niacynamid (m.in. reguluje wydzielanie sebum), inozytol (nawilża), 3 rodzaje ceramidów, fitosfingozynę (wzmacnia barierę naskórkową)... A to nie koniec. Mamy też ten tajemniczy Pullulan. Powiem dziś o nim krótko, że działa przede wszystkim napinająco i nawilżająco, ale w kolejnym poście rozszerzę ten temat. Na "deser" mamy jeszcze nawilżający kwas hialuronowy i ekstrakt z trzęsaka morszczynowatego, który jeszcze mocniej niż ten kwas wiąże wodę w naszym naskórku.
Przyznacie, że jak na produkt do mycia twarzy, skład jest niesamowicie bogaty i ma w sobie tą "koreańską nutę", czyli balans składników. Ogromnie mi się podoba.
Wiem, że skoro jest to kosmetyk służący do mycia twarzy, mogłoby się wydawać, że nie ma większego znaczenia, co wybierzemy. Nie do końca mogę się z tym zgodzić.
Jeśli już na tym pierwszym etapie zadbamy nie tylko o dobre oczyszczenie, ale też o barierę hydrolipidową, każdy kolejny kosmetyk będzie mógł skuteczniej działać.
Jak to cudo wygląda w środku? Konsystencja przypomina trochę właśnie takie kremowe masełko - coś pomiędzy pianką a kremem. Bardzo łatwo się rozprowadza na skórze i łączy z wodą, tworząc białą, kremową emulsję. Zapach: kaktusowy - pozytywnie mnie zaskoczył, jest śliczny. Gdyby kiedyś rozszerzono tą serię o kosmetyki do ciała, byłabym zachwycona! Jedyne na co muszę zwrócić uwagę, to choć zapach nie jest zbyt intensywny ani męczący, dość długo utrzymuje się na skórze. Jeśli więc ktoś z Was jest bardzo wrażliwy na perfumowane kosmetyki, musi wziąć to pod uwagę.
Opakowanie jest niewielkie, mamy tu 75ml. Biorąc pod uwagę fakt, że takie masełka są bardzo wydajne i już niewielka ilość produktu (wielkości ziarenka groszku) wystarczy do umycia całej twarzy, to maleństwo będzie wydajne i starczy na jakieś 3 miesiące użytkowania. Poza tym może być też świetnym kosmetykiem podróżnym.
Jak mi się sprawdza to masełko? Bardzo dobrze! Działa tak jak ma działać, jest łagodne i przyjazne dla skóry, dobrze też współgra z moją ukochaną pianką z Frudii. Po ponad tygodniu stosowania nie widzę żadnych zaskórników ani stanów zapalnych. Będę go dalej używać i obserwować reakcję skóry, oby tak dalej!
W następnym poście opiszę dokładniej całą serię PULLULAN i zrobię szybki przegląd składów tych kosmetyków, które wydają się najbardziej godne uwagi. Jeśli spodoba się Wam ten koncept artykułów, chętnie opiszę inne nowości z Ziai :) Piszcie śmiało w komentarzach co sądzicie!
♡ Estera






Ciekawe, że koreańska pielęgnacja tak mocno wpłynęła na rynek kosmetyczny, ale dobrze widzieć, że polskie marki też potrafią czerpać z tych trendów i robić coś po swojemu. Zawsze trochę mnie bawiło, że czasem szukamy kosmetyków z drugiego końca świata, a tuż pod nosem mamy firmy, które potrafią naprawdę pozytywnie zaskoczyć. Nie znam tej serii Ziai, ale przy takim składzie masełko brzmi całkiem interesująco, szczególnie że dobre oczyszczanie często jest niedoceniane. Ciekawi mnie tylko, czy po dłuższym stosowaniu nadal robi takie dobre wrażenie, bo wiadomo — tydzień czy dwa to czasem za mało, żeby kosmetyk naprawdę pokazał swoje możliwości.
OdpowiedzUsuńTak, masz rację, choć jak teraz właśnie piszę szerszy tekst o tej nowej serii, widzę pewne różnice między koreańskimi kosmetykami, a tymi z Ziai. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że są to różne półki cenowe :) A to masełko z Ziai jak do tej pory sprawdza się dobrze, zobaczymy co będzie dalej!
Usuń