Wyprzedaże stacjonarne: jak się przygotować i nie przesadzić?

 


   

     Jesteśmy obecnie na półmetku letnich wyprzedaży. Marki ciągle dokładają kolejny asortyment i obniżają jeszcze bardziej ceny. Po udanych zakupach online wybrałam się do kilku sklepów stacjonarnych. Jakie mam sposoby, by się do takich zakupów przygotować? 

Jeśli lubisz zakupy stacjonarne, a nie zawsze jesteś zadowolona z jakości swoich ubrań, ten tekst może się okazać dla Ciebie pomocny!



PRZYGOTOWANIE DO ZAKUPÓW?


    Wiem, może to zabrzmi dziwnie, ale są pewne sposoby na "przygotowanie" się do zakupów stacjonarnych i niekoniecznie mam tu na myśli zrobienia szczegółowej listy. O ile taka lista sama w sobie jest pomocna, to jeśli nie jesteśmy bardzo konsekwentni, łatwo potrafimy szybko coś do niej dopisać lub w ogóle zapomnieć o jej istnieniu. Niestety, podczas wyprzedaży trafiamy na bardzo różne rzeczy, które mogą się nam spodobać, a w ogóle na tej liście nie widnieją. 

    Być może potrzebujemy więc czegoś jeszcze, co pomoże nam dokonywać trafnych wyborów i kupować ubrania, z których będziemy zadowoleni. 



DZIEŁO PRZYPADKU


    Jeśli tak jak ja masz blisko do galerii czy ulubionego butiku, zastanów się w jakich okolicznościach najczęściej robisz zakupy. Są one planowane czy wpadasz tam zupełnie przypadkiem? Lubię i cenię spontaniczność, ale niestety nie zawsze jest ona dobrym doradcą. 


O wiele łatwiej jest wówczas ulec emocjom i "kupować emocje". Co mam na myśli? Kiedy wpadając do sklepu towarzyszy Ci zmęczenie, może lekka frustracja czy poirytowanie, możesz szybko zdecydować się na zakup czegoś, co ma chwilowo ukoić obecne odczucia, ale nie zagości na stałe w Twojej szafie.


... Może to ta nieco ciasna, niewygodna sukienka dająca "wrażenie" kobiecej,

... akrylowy sweterek w szalonym kolorze, który miał dodać Ci energii, choć raczej nigdy nie sięgasz po takie odcienie i w sumie nie wiesz z czym to zestawić,

... nieco przykrótkie spodnie, które wyglądają dziwnie do tych butów, które akurat masz na sobie, ale pewnie znajdziesz takie co będą pasowały lepiej,

... t-shirt z oryginalnym nadrukiem, który już w sklepie trochę się kruszy i chyba odpadnie po 2 praniach, ale kosztował 15zl, więc nie ma co dramatyzować...


    Nie, nie wymyśliłam tego. Tak kiedyś wyglądały moje "spontaniczne", zupełnie przypadkowe zakupy :) Mogłabym opisać więcej podobnych sytuacji, bo na przestrzeni lat zdarzyło mi się ich całkiem sporo! I tak, w tamtym momencie zdawały się być dobrym wyborem, dały tą chwilę "radości", gdy wychodziłam ze sklepu z torbą pełną nowych rzeczy... A potem lądowały na dnie szafy i opuszczały ją przy najbliższych porządkach.


    Teraz więc zanim wsiądę w auto i pojadę do galerii, wolę zastanowić się, czy jestem dostatecznie wypoczęta i logicznie myśląca. No i najważniejsze pytanie: czy naprawdę tego potrzebuję? - bo czasem lepiej jest zrobić sobie kawę i poczytać książkę czy zrobić coś innego, co sprawi nam przyjemność. 



SZYBKI PRZEGLĄD 


    O tym już wielokrotnie pisałam i pewnie będę się jeszcze nieraz powtarzać: warto przed wyjściem na zakupy poświęcić te 5 minut na szybki przegląd swojej szafy. Naprawdę, 5 minut, czasem może nawet mniej. Tyle w zupełności wystarczy, by sprawdzić ile czego mamy, za czym ewentualnie możemy się rozejrzeć. 

    W moim przypadku działa to całkiem nieźle. Wiem np., że mam sporo koszul, bluzek i t-shirtów, lepiej więc ograniczać zakupy tych kategorii do minimum. Będąc w sklepie przeglądam te rzeczy bardzo pobieżnie i staram się nie tracić na nie czasu. Wolę za to rozejrzeć się za czymś innym, jak choćby wymarzonymi brązowymi spodniami czy lnianym okryciem wierzchnim na lato. 

W końcu nie sztuką jest wrócić ze sklepu z kolejną rzeczą łudząco podobną do tych, które już mamy w szafie albo co gorsza - do tych, których dopiero co się pozbyliśmy! 



ZAŁÓŻ ŚWIETNE UBRANIA NA ZAKUPY


    To, co teraz napiszę... Może okazać się nieco dziwne. Ale uwierzcie mi, działa! Kiedy wybieram się na zakupy, mocno zwracam uwagę na to jak się ubieram. Bynajmniej nie chodzi mi o stylizację jak na wielkie wyjście, wygoda jest oczywiście najważniejsza. Potrzebuję takich ubrań, w których mogę swobodnie chodzić i w miarę wygodnie mierzyć inne ubrania w sklepach. Mam raczej na myśli to, by założyć ulubione, dobre jakościowo rzeczy i zestawić je tak, by dobrze się prezentowały. Stworzyć najlepszą wersję wygodnego "wyjściowego zestawu". Do tego ładnie ułożone, zadbane włosy i lekki makijaż. Po co to wszystko?

    Dostrzegłam pewną zależność pomiędzy tym jak w danym momencie się czuję w swoich ubraniach a tym, co kupuję. Kiedy wiem, że już będąc w sklepie dobrze wyglądam, jestem wówczas bardziej wybredna i krytyczna względem tego, co właśnie oglądam w sklepie. Mając na sobie wygodne spodnie, nie spojrzę przychylnie na te, w których coś od początku mi nie pasuje. Patrząc na swój ładnie skrojony t-shirt z dobrej jakości bawełny, nie będę chciała tracić czasu na przymierzanie tego, któremu już na wieszaku puszczają szwy na rękawkach. A jeszcze ciekawsze jest to, że to nie tylko moja obserwacja.

    Wybraliśmy się ostatnio z mężem na mały wypad "na miasto". Dzień był dość chłodny, miałam na sobie wygodne grafitowe dżinsy, ciemnobrązowy sweterek i czarną kamizelkę. Do tego sportowe buty i torebka. Nie planowałam zakupów, ale zajrzeliśmy z ciekawości do nowo otwartego centrum. Obejrzeliśmy to co nas interesowało, ostatecznie nawet nic nie przymierzałam, bo żadna z tych rzeczy mnie nie zachwyciła. W drodze powrotnej mój mąż powiedział, że to co miałam na sobie, było o wiele lepsze od wszystkich rzeczy jakie oglądaliśmy :) Było mi bardzo miło i utwierdziło mnie to w przekonaniu, że jednak warto się postarać, jeśli chcemy ograniczyć zakupy i budować naszą szafę na fundamencie jakości, a nie ilości.



NIE IGNORUJ SWOICH ODCZUĆ 


    Jeśli podobnie jak ja lubisz ubrania, to przyznasz, że wyprzedaże są trochę takim "sprawdzianem" naszej silnej woli. Nie musisz w ogóle interesować się modą, to wszechobecne wyprzedażowe szaleństwo niekoniecznie musi oznaczać pogoni za trendami i chęci wymiany całej szafy. Tak po prostu, widząc tyle różnych ciekawych kolorów i fasonów, możesz stwierdzić, że to jest najlepszy czas na spróbowanie czegoś nowego. No i jak najbardziej, to dobry moment - pod warunkiem, że jesteś pewna swojej decyzji i idziesz do kasy z dobrze dobranym do Ciebie ubraniem, a nie z okazją cenową -70% ;) 

    Kiedyś próbowałam ustalać sobie z góry wyznaczony budżet lub limit ilości ubrań, jakie mogę sobie kupić podczas wyprzedaży, ale obecnie tego nie robię. Oczywiście nadal uważam takie metody za skuteczne, sprawdzają się pewnie niejednej osobie; w moim przypadku lepiej działa jeszcze coś innego.

    Nie wiem, czy też tak masz, ale obserwuję u siebie w pewnym momencie takie "wyprzedażowe nasycenie" - gdy kupiłam świetne rzeczy, przeglądnęłam kilka ulubionych sklepów i stwierdziłam, że już mi wystarczy. Nie ignoruję tego odczucia i robię przerwę od wszelkich poszukiwań, a czasem nawet zupełnie kończę wyprzedażowe zakupy. 



    Czy udało mi się coś kupić stacjonarnie? Tak, już niedługo Wam o tym napiszę. Chęć zrobienia przerwy od wyprzedażowych zakupów już się pojawiła i skupiam się teraz na cieszeniu moją szafą.

 


A jak Tobie podobają się tegoroczne wyprzedaże? Co sądzisz o takim "przygotowaniu"? Czekam na Wasze komentarze! ;)

 

 

♡ Estera  

Komentarze

  1. Zdecydowanie najsilniej rezonuje ze mną fragment o zakładaniu świetnych ubrań na zakupy. To świetny mechanizm zabezpieczający przed tzw. zakupową kompensacją – kiedy wychodzimy z domu czując się dobrze i estetycznie ze sobą, podnosimy poprzeczkę dla wszystkiego, co zdejmujemy z wieszaka. Łatwiej wtedy zauważyć słabą jakość tkaniny czy kiepski krój, bo punktem odniesienia jest wygoda i jakość, którą już mamy na sobie, a nie chwilowa potrzeba poprawy humoru. Dojrzałe, uważne podejście do budowania szafy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie to podsumowałaś! Zakupowa kompensacja, faktycznie to jest to :) Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa! ;))

      Usuń
  2. Bardzo fajna podpowiedz z tym wyjsciem na zakupy w najlepszej, najwygodniejszej wersji siebie🥰 jak się zastanowię to coś w tym faktycznie jest. Miłej niedzieli 😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, dzięki! ;)
      Miłej niedzieli :*

      Usuń
  3. Sposób z ubraniem się wyjściowym i wygodnym na zakupy jest świetny. Rzeczywiście, gdy się wtedy porówna to, co a się na sobie z tym, co przeglądamy w sklepie, może się okazać, że wcale nie chcemy i nie potrzebujemy niczego kupować. Nigdy się nie zastanawiałam nad związkiem między własnym wyglądem w danym momencie a chęcią zakupów. Dzięki za pomysł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, o to właśnie chodzi ;) Był to dla mnie bardzo ciekawy "eksperyment" i w moim przypadku działa tak jak to opisałaś. Cieszę się, że ten pomysł Ci się spodobał! :)

      Usuń
  4. Ciekawy post. Ja rzadko robię zakupy w sklepach stacjonarnych. Jakoś nie lubię się przebierać w przymierzalni.
    Częściej kupuję przez internet, ale jest z tym pewien kłopot - jeśli ciuszek przyjdzie w niepasującym rozmiarze, trzeba go odsyłać, co zajmuje trochę czasu.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Lubię zakupy przez internet, ale jeśli mam możliwość zobaczyć interesujące mnie ubranie na żywo, to wolę się wybrać do sklepu stacjonarnego - właśnie z tego powodu, o którym napisałaś. Już nieraz albo trafiałam źle z rozmiarem, albo kolor okazał się zupełnie inny.. :D

      Usuń
  5. Przyznam, że kiedyś sam wpadałem w tę pułapkę wyprzedaży — człowiek widzi wielki napis „-50%” i nagle zaczyna szukać powodu, dlaczego akurat ta rzecz jest mu potrzebna. Dopiero po czasie wychodziło, że część takich zakupów była bardziej emocją niż rozsądną decyzją. Z tym ubieraniem się lepiej na zakupy też coś jest, bo kiedy człowiek dobrze się czuje w tym, co już ma, to chyba trudniej wmówić sobie, że kolejna przypadkowa rzecz odmieni garderobę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to szukanie powodu i przekonywanie samego siebie do zakupu brzmi zabawnie, ale jakie to prawdziwe :D No właśnie. Czy taka przypadkowa rzecz odmieni garderobę? Mamy na to 50%szans: albo faktycznie nam się uda trafić na perełkę, albo wręcz przeciwnie ;)

      Usuń
  6. Uwielbiam zakupy stacjonarne i dużo potrafię wydać na wyprzedażach, ale na szczęście ostatnimi czasy nie po drodze mi galerii, ale dzięki temu mogę zaoszczędzić dużo pieniędzy 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja to rozumiem... Takie podliczenie łącznej kwoty może nie jest przyjemne, ale trzeźwiące ;) Żeby jeszcze za tą kwotą zawsze szło zadowolenie i trafne wybory, to nie byłoby aż tak szkoda! :D

      Usuń

Prześlij komentarz